niedziela, 8 stycznia 2017

Bitwa Pięciu Królestw - rozdział XV


Witajcie z powrotem


XV



                – Daj mu krwi, Alexander. Wypiłeś za dużo – szepnął Antoniusz, zerkając niepewnie na najbliżej siedzące osoby, które przyglądały im się niepewnie. Widać zwrócili na siebie uwagę, zwłaszcza Alexander, który nadal wydawał się być nieswój. W końcu odetchnął ciężko, nadgryzł swój nadgarstek i przytknął go do ust Toma. Młodzieniec czując specyficzny posmak krwi, poruszył się niespokojnie, chcąc w ten sposób zamanifestować swój protest. Jednak na niewiele się to zdało, bo Alexander przytrzymał tył jego głowy wolną ręką. Po dłuższej chwili poczuł, jak wracają do niego siły, a wtedy przyciągnął do siebie bardziej nadgarstek wampira i zaczął pić łapczywie. Nie trwało to długo, bo po chwili Alexander zabrał rękę i otarł usta czarodzieja. Tom spojrzał na niego nieprzytomnym wzrokiem, zaraz jednak odzyskując zmysły. To było… dziwne. Cała ta sytuacja, spojrzenia, słowa. I ludzie, którzy patrzyli na nich z zaciekawieniem. Czyżby skończyła się kolacja…?
                Wiele na to wskazywało, bo Tom dostrzegł, że niektórzy, piękni młodzieńcy, których wcześniej lustrował spojrzeniem, rozbierają się. Podobnie jak urokliwe dziewczęta. Zrzucały z siebie przewiewne szaty, bez skrępowania ukazując swoją nagość. Tom zachłysnął się powietrzem, kiedy poczuł, jak pewien mężczyzna, jeden ze służby Alexandra, łapie w dłoń agrafkę spinającą jego togę i wyciąga ją z czerwonego materiału. Jego wierzchnie odzienie osunęło się na ziemię, zostawiając go jedynie w delikatnej, krótkiej i czerwonej tunice. Alexander zmierzył go uważnym spojrzeniem, nadal będąc widocznie wytrąconym z równowagi.
– Ubierz go z powrotem – zażądał, zwracając się zapewne do służącego. Tom odwrócił od niego wzrok, zdziwiony, i jeszcze raz spojrzał po gościach. Z każdą chwilą dostrzegał to nowe, bardziej namiętne gesty, które jednoznacznie prowadziły do zbliżenia. Młodzieniec ponownie spojrzał na Alexandra, który usiadł do połowy rozebranemu Antoniuszowi na biodrach. Ciemnowłosy wzdychał głośno, podczas gdy wampir ocierał się o niego i przesuwał po jego opalonym ciele dłońmi. Thomasowi zaschło w ustach, dlatego sięgnął po kieliszek i nalał do niego wina ze złotego dzbanka. Wypił wszystko naraz, po czym otarł usta. Wstał ze swojego miejsca i postanowił pójść do drugiej części salonu, gdzie na pewno nikogo nie było.
– Gdzie idziesz, Tom? – zapytał wampir, zerkając na niego przez ramię.
– Będę niedaleko – odparł jedynie i nie czekając na jego zgodę czy słowa protestu, zszedł z podwyższenia i ruszył między ludźmi, powoli wycofując się z tego owładniętego pożądaniem tłumu. Muzyka nie przestawała grać, służba wciąż przemykała się między nagimi gośćmi i ich towarzyszami, rozdając wino lub inne przekąski, a Alexander pieprzył się z Antoniuszem, nadal zupełnie ubrany, poruszając się na nim, wijąc zmysłowo i odchylając się do tyłu. Na ten widok Tom aż przystanął w miejscu. Ten cholerny krwiopijca był… był magnetyzujący. A jego krew… jego krew była… Na Stwórcę! Była ohydna i tyle! … Chociaż Tom w głębi duszy musiał przyznać, że zasmakowała mu diabelnie, ba, aż nie chciał przerywać i był zły, gdy Alexander zabrał od niego swoją rękę.
                W końcu ruszył się z miejsca i szybszym krokiem poszedł do drugiej części salonu, która, miał nadzieję, była teraz opustoszała i spokojna. Niestety nie zdążył tam dotrzeć. Ktoś złapał go za rękę, a tym kimś okazał się być przystojny, rudowłosy mężczyzna, który przenikał go swoim ciemnozielonym spojrzeniem niemal na wskroś. Tom rzucił mu pytające spojrzenie, chcąc już znaleźć się po prostu gdzie indziej.
– Witaj, piękny. Dokąd idziesz? – zapytał niskim, nieco zachrypniętym głosem. Był wysoki, choć delikatnie zbudowany. Spod materiału ubrania wysunęły się łagodnie zarysowane mięśnie ramion, kiedy złapał Toma w pasie i przyciągnął do siebie. Czarodziej posłał mu groźne spojrzenie, ale nie zdążył nic powiedzieć, bo zaraz ktoś pojawił się przy nich jakby znikąd.
– Juliuszu – odezwał się Alexander z nieciekawą miną. – To nie pierwsze przyjęcie w moim domu, na którym jesteś obecny i nadal nie pojąłeś, że nie tyka się mojej własności? – Tom już sam nie wiedział, czy po słowach wampira może odetchnąć, czy raczej jeszcze bardziej się wkurzyć. Ostatecznie przeważyło w nim negatywne uczucie, bo powiedział:
– Jesteś niemożliwy, Alex, wiesz? Idę stąd w trybie natychmiastowym, bo… – nie było mu dane dokończyć, bo wampir złapał go w talii i przyciągnął go do siebie mocno. Tom zmarszczył groźnie brwi, ale nic nie powiedział, bo odezwał się ten cały, rudowłosy Juliusz.
– Zawsze lubiłeś zbuntowanych, Alexandrze. No cóż, obejdę się smakiem – dodał i uśmiechnął się, ukazując swoje ostre, białe kły. Tom spojrzał na niego z respektem i już nie stawiał oporu Alexandrowi, który prowadził go do podwyższenia, na którym zostawił nagiego i w pełni gotowego Antoniusza.
– Nie odchodź stąd. Juliusz należy do zawziętych ludzi, a ja nie mam ochoty za tobą chodzić i cię pilnować – warknął mało przyjemnie i wrócił do Antoniusza. Tym razem kazał mu się podnieść, a sam położył się na jego miejscu i rozchylił nogi. Przez tunikę i długą togę niewiele było widać, ale Tom i tak odwrócił wzrok, czując, że jego męskość od jakiegoś czasu zdecydowanie jest daleka od stanu w zupełnym spoczynku. I co? Miał tu siedzieć jak kołek? To mu się zdecydowanie coraz mniej podobało. Usłyszał wymowne chrząknięcie, dochodzące ze strony wampira. Spojrzał niechętnie w jego stronę, bojąc się tego, co może zobaczyć, a raczej tego, jaka będzie jego reakcja na podobny widok. Nie zobaczył zbyt wiele. Poza tym, że Antoniusz poruszał się w Alexandrze, opleciony jego nogami. Jakby to nie było za wiele… W końcu spojrzał na wampira, który oddychał miarowo przez uchylone usta. Gestem dłoni przywołał czarodzieja do siebie, na co Tom aż wstrzymał nabierane do płuc powietrze. Że co, na Stwórcę?! Przez kilka sekund trwał w bezruchu, ale kiedy dotarło do niego naglące spojrzenie wampira, wstał z miejsca i podszedł bliżej. Nie miał pojęcia, co zrobić. W końcu, po paru minutach, położył się przy Alexandrze, nieprzerwanie parząc mu w oczy i dostrzegając, jak z każdą chwilą na jego twarzy coraz wyraźniej maluje się rozkosz. Wampir nawet jej nie ukrywał, a pozwalał sobie na głośniejsze reakcje, kiedy Antoniusz poruszał się w nim mocniej. Za każdym razem Tom nabierał głębiej powietrze do płuc. Patrzył na błyszczące oczy wampira, zaróżowione policzki i wilgotne usta. I właśnie tam na dłużej zatrzymał wzrok. Były naprawdę kuszące. Podobnie jak cały Alexander, ale to właśnie one najbardziej przykuły jego uwagę. Miał jakieś dziwne wrażenie, że te usta się do niego zbliżają. Było to zupełnie absurdalne odczucie, które zwalał na kieliszek wina, ale… przecież nie miał aż tak słabej…
                Nie dokończył nawet myśli, bo wampir pocałował go delikatnie, jakby chciał wybadać, czy może sobie na to pozwolić. Ale nie było takiej potrzeby, bo Tom, czując tę miękkość warg, oddał pocałunek i to z większą pasją, niż początkowo zamierzał. Jednak wampirowi to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie – zamruczał z zadowolenia i dotknął dłonią policzka Toma. Nagle Antoniusz wyszedł z niego gwałtownie. Alexander spojrzał na mężczyznę, zdumiony, ale nagle został obrócony na brzuch, więc nawet nie zdążył nic powiedzieć. Tom, wiedziony instynktem, przybliżył się do niego tak, że wampir się na nim położył. Wtedy mężczyzna za nimi wszedł w Alexandra, mocno i bez uprzedzenia, wyrywając z jego ust przeciągły jęk, który rozniósł się po całej sali. Zginął jednak w gwarze pozostałych jęków, krzyków i westchnień, ale Tom… Tom słyszał go doskonale. I miał wrażenie, że jego członek stwardniał jeszcze bardziej, o ile to było możliwe. Mimowolnie otarł się o Alexandra, który podpierał się dłońmi po bokach jego głowy. W dodatku znów zaczął całować czarodzieja z taką namiętnością, z jaką Antoniusz pieprzył go w tyłek. O ile nie większą. Bo ciemnowłosy nie próżnował – widocznie chciał już dojść i doprowadzić do spełnienia również Alexandra. Dobrze mu szło, bo wampir wręcz jęczał w usta młodzieńca. W końcu zupełnie się na nim położył i wcisnął twarz w jego szyję. Mimowolnie ocierał się o ciało pod sobą, więc doszedł wcześniej, niż mężczyzna za nim, czując, jak ten porusza się w nim niemal brutalnie, aż w końcu rozlewa gorące nasienie w jego wrażliwym wnętrzu. Oddychał ciężko na wrażliwą skórę Toma, który także doszedł, ale nie był do końca pewny, w którym momencie. Drżał na ciele i mrugał gwałtownie, starając się dojść do siebie po przebytej rozkoszy. Alexander uniósł na niego wzrok. Ich spojrzenia się spotkały i wymieniały ze sobą tyle emocji i uczuć, że Tom nawet nie umiał ich nazwać. W końcu Antoniusz wysunął się z wampira, co ten skwitował cichym jękiem. Tom też chciał jęczeć – ciągle i nieprzerwanie! Tak bardzo był podniecony. Jednak, kiedy wampir zszedł z niego i usiadł obok, doszedł do wniosku, że powinien doprowadzić się do porządku. Drżącymi dłońmi wygładził swoje szaty, zerkając niepewnie na wampira, który… patrzył na niego z nieodgadnioną miną. Aż w końcu odwrócił wzrok i wstał z miejsca. Tom, niewiele myśląc, również wstał, a kiedy Alexander ruszył przed siebie, zrobił dokładnie to samo. Nie spotkał się z żadnym słowem czy gestem protestu, więc szedł dalej. Mijali nagich ludzi, ogarniętych ramionami namiętności, pożądania i może nawet… miłości? Tom odnosił takie wrażenie, zerkając na niektóre pary złączone w mocnym uścisku.
                Kolejne godziny minęły Thomasowi na jedzeniu, piciu, dotyku, rozmowie i… całowaniu. W dodatku nie byle kogo, bo samego Alexandra, który nawet przy rozmowie z kimś innym, poświęcał mu swoją uwagę. Często go dotykał, szeptał, dolewał mu wina, dbał, by jadł coś i nie był przez kogoś molestowany. Bo Tom zdecydowanie się upił, co było widać gołym okiem i gdyby nie obecność wampira, ktoś mógłby to z powodzeniem wykorzystać.
– Alex… Dlaczego wszyscy tańczą, co? – Ale nikt nie tańczył. I wampir doskonale o tym wiedział, dlatego parsknął pod nosem, rozbawiony. – Czemu się ze mnie śmiejesz? – Na to też nie odpowiedział, a jedynie pocałował czarodzieja w skroń, przyciągając go do swojego boku. Tom bez oporu dał się przytulić. Nawet zamknął oczy, ignorując scenę, jaka się przed nimi rozgrywała. A było na co patrzeć. Dlatego wampir patrzył, jak kilka osób dosłownie rżnęło się na środku sali, krzycząc w niebogłosy, gryząc się, wijąc i walcząc o przyjemność.
– Nie śpij, Tom – szepnął wampir, poruszając ramieniem, na którym czarodziej oparł głowę. Był środek nocy i młodzieniec naprawdę chciał już zasnąć. Niechętnie uniósł głowę i spojrzał po wszystkich nieprzytomnie. Było mu niedobrze i postanowił powiedzieć o tym wampirowi.
– Alex… będę rzygać… – Wampir podniósł na niego zaniepokojone spojrzenie. Wstał ze swojego miejsca i pociągnął za sobą Toma, którego zaczął powoli prowadzić do wyjścia. Wziął od służby dwa płaszcze, jeden narzucając na siebie niedbale. Drugi założył czarodziejowi, szczelnie go nim okrywając.
– Wytrzymasz jeszcze chwilę? – zapytał, zatroskany. Stali już w drzwiach i nagle Tom wyrwał się do przodu, dopadając do barierki. Przechylił się przez nią, wyrzucając z siebie treść swojego żołądka. Alexander, w mgnieniu oka, znalazł się tuż przy nim i objął go asekuracyjnie.
                Kiedy Toma przestały męczyć torsje, zeszli schodami w dół. Ogród oświetlony jedynie blaskiem księżyca wyglądał magicznie. Aż trudno było uwierzyć, że wszystko, co się tutaj znajdowało, było dziełem ludzkim rąk, nieparających się w życiu magią.
– Przepraszam – bąknął pod nosem czarodziej, kompletnie zawstydzony swoim zachowaniem. Przez chłodne i orzeźwiające powietrze nieco otrzeźwiał i wszystko wokół już nie tańczyło.
– W porządku – odparł jedynie wampir, wyglądając na zamyślonego. Tom jednak nie był na tyle trzeźwy, żeby mógł to solidnie ocenić.
– Ciekawe, co robi Demetriusz… – zastanowił się na głos Tom. Alexander posłał mu ostre spojrzenie, którego czarodziej nie dostrzegł, bo wgapiał się w niebo, prawdopodobnie wypatrując gwiazd. Dlatego wampir prychnął pod nosem i powiedział:
– Wiedziałbyś, gdybyś go nie otruł. – Czarodziej zatrzymał się, kiedy dotarły do niego słowa mężczyzny. Spojrzał na niego z wyrzutem i odparł:
– Gdybyś mnie nie ignorował, nic by się nie stało.
– Co to w ogóle za argument, Tom?! Masz pięć lat?! – warknął niepohamowanie wampir, na nowo roztrząsając całą sprawę i czując podobne zirytowanie, co na samym początku.
– Spadaj, Alex… – Widać nie było go stać na lepszą odpowiedź. Ponownie ruszył przed siebie i znowu zadarł głowę do góry, przyglądając się konstelacjom, o których nie miał bladego pojęcia.
– Nikt tak do mnie nie mówi – powiedział wampir, zerkając co chwilę na blondyna. Dostrzegł, że ten zaciągnął mocniej płaszcz na ramiona, dlatego postanowił, że zaraz będą wracać.
– Hm? – zapytał Tom, nie rozumiejąc, o co chodzi. Alexander jednak postanowił już nie wyjaśniać. Powiadomił tylko młodzieńca, że muszą już wracać.
                Wrócili do środka i zajęli swoje miejsca. Tym razem Alexander półleżał na swojej kanapie, wtulony plecami w umięśnione ciało Antoniusza, za to Tom wcisnął twarz w jego pierś i drzemał spokojnie.
                Przebudził się jakąś godzinę później, czując, jak mężczyzna przed nim się porusza. Otworzył oczy i dostrzegł, że jakaś naga i jasnowłosa dziewczyna siada wampirowi na biodrach i ociera się o niego zmysłowo. Alexander pokręcił przecząco głową, na co ta zrobiła urażoną minę i czmychnęła do swojego pana. Tom zdążył zauważyć, że miała na szyi charakterystyczną ozdobę, oznaczającą, że jest się niewolnikiem. Wcześniej dostrzegł kilka takich osób. W Srebrnym Mieście też miał do czynienia z niewolnikami, choć w zdecydowanie innych okolicznościach. Na pewno nie spotykał ich na orgii wśród wyuzdanych wampirów i innych bogatych możnych. Poczuł, jak Alexander złapał go w pasie i uniósł do góry, więc automatycznie objął go ramionami za szyję. W pomieszczeniu było dużo ciemniej, niż przedtem. Tom rozejrzał się po sali, wciąż nietrzeźwym spojrzeniem, i zobaczył, że wiele osób drzemało w swoich objęciach. Choć byli i tacy, którzy nadal się dobrze bawili. On czuł się śpiący, dlatego wtulił się w wampira i schował zmęczoną twarz w zgięciu jego szyi. Alexander pogłaskał go po plecach delikatnie i posadził sobie wygodniej na kolanach. Wyglądało na to, że czegoś oczekiwał. Tom jednak nie miał siły się nad tym zbyt długo zastanawiać, bo zmęczenie wzięło nad nim górę. Ocknął się z dziwnego letargu w chwili, kiedy usłyszał, że muzyka, która jakiś czas temu niespodziewanie ucichła, nagle rozległa się ponownie. Odsunął się od wampira, zaciekawiony i powiódł wzrokiem po pomieszczeniu. Na środku znajdowało się ogromne, białe płótno, oświetlone i ozdobione na krawędziach kwiecistymi wzorami. Zerknął na wampira z pytającą miną, ale ten jedynie spojrzał mu w oczy i uśmiechnął się w taki sposób, że coś załaskotało Toma w brzuchu przyjemnie. Zawstydzony własnymi reakcjami i spojrzeniem Alexandra, spuścił wzrok, czując wypływający na jego pełne usta uśmiech. Po chwili zdobył się na pytanie:
– Co to takiego? – Alexander chwycił go za podbródek i uniósł jego twarzy wyżej tak, by młodzieniec spojrzał mu w oczy. Zaraz po tym delikatnie musnął jego wargi, po czym odparł:
– Teatr, mój piękny. Teatr cieni, będąc dokładnym – wyjaśnił, gładząc przy tym policzek czarodzieja wierzchem dłoni. Tom zmarszczył brwi, kodując słowa wampira, po czym z nieco onieśmieloną miną wychylił się i pocałował go. To był impuls, sam nie wiedział, czy robi dobrze, miał jedynie pewność, że tego chce, w tej chwili, mając go tak blisko przy sobie. Podniecał go i intrygował. Wzbudzał niepokój i niezdrową ekscytację. Mimo to nie zamierzał się tego wypierać. Wręcz przeciwnie, chciał to zgłębić i poznać mężczyznę dużo bliżej, niż dotąd.
                Wreszcie rozpoczął się spektakl. Tom zdążył się zorientować, że delikatne i papierowe lalki były sterowane za pomocą magii. To powodowało, że wszystko wyglądało jeszcze lepiej. Na początku Tom zobaczył samotną postać kobiety, która stała na pomoście, przyglądając się gałęziom kwitnącego drzewa. Nagle, jakby z oddali nadleciał skrzydlaty potwór. Zbliżał się w zastraszającym tempie. Widać było gołym okiem, że zmierza w kierunku bezbronnej kobiety. Zaczął zionąć ogniem, na co niektórzy z widzów krzyknęli z przerażeniem. Nawet Tom podskoczył w ramionach Alexandra, co ten skwitował krótkim śmiechem. Tom mu zawtórował, ale zaraz wrócił wzrokiem do rozgrywającej się przed nimi sceny. Zza chmury ognia wyłonił się uzbrojony wojownik ze smokiem nadzianym na włócznię. Chwilę później obraz zniknął za magiczną mgłą, by zaraz akcja przeniosła się do jakiegoś pomieszczenia, w którym kobieta dziękowała wojownikowi za pomoc. Nagle pojawił się przy nich trzeci mężczyzna i przegonił wojownika, grożąc mu szpadą, a kobietę zabrał ze sobą. Wszyscy zniknęli ze sceny, by po chwili pojawić się na nowo w zupełnie innej scenerii. Światło znacznie przygasło, a srebrny księżyc i polana spowita mrokiem przywoływały niepokojące odczucia. Złudne wrażenie zniknęło w chwili, gdy pojawił się wojownik i kobieta, łącząc się w ciasnym uścisku. Muzyka znacznie spowolniła, a potem zabrzmiały słowa pieśni:

Tak dwoje kocha się w mroku drzew
Trzeci gdzieś cierpi, burząc swą krew.
Ona żałuje, zmienić chce coś
Który ją kocha, powie jej ktoś?

Czy to ten tutaj?
Czy to ten tam?
Kto jej odpowie?
Nie wiem ja sam.

Wraz z końcem pieśni na scenie pojawiła się trzecia postać. Był to ten sam mężczyzna, który chwilę wcześniej przegonił wojownika ze swojego domu. Można było dostrzec, jak zamierza się swoim mieczem na mężczyznę, ale w tym samym momencie drogę zastąpiła mu kobieta. Niestety nie zdążył się zatrzymać – przeszył kochankę ostrzem na wylot, pozbawiając ją życia. Mężczyzna upadł, a wojownik dopadł do niego i przebił go własnym mieczem. Spojrzał na ciała leżące po obu jego stronach, aż sięgnął po miecz zatopiony w ciele kochanki i przebił się nim, by w końcu upaść obok niej i umrzeć. Wtedy nieznany Tomowi głos zabrzmiał ponownie:

Tak troje zmarło w mroku tych drzew
W koło był tylko jutrzenki ziew.
Wkrótce odkryją tę zbrodnie ich
Który ma rację, no który z nich?

Czy to ten kpiący?
Czy ten kwilący?
Kto mi odpowie?
Bo nie wiem ja sam.

                Tom nigdy nie znał się na sztuce. Ale to było piękne. Wzruszające. Czuł łzy w oczach, ale na koniec uśmiechnął się tylko i spojrzał na Alexandra. Ten nie wydawał się być specjalnie wzruszony. Jakby już znał tę historię. Mimo to też się uśmiechał i wyglądał… pięknie. Bo Alexander był piękny i Tom nie śmiał temu zaprzeczyć.

~∞~

                Nie pamiętał, jak znalazł się w sypialni wampira. Wszystko działo się szybko, choć miał wrażenie, że obrazy i ludzie migający mu przed oczami poruszają się w spowolnionym tempie. Czuł Alexandra przy sobie cały czas – gdy wziął go za ręce, wnosił po schodach i położył na swoim wielkim łóżku. Nie zostawił go nawet na moment, a nawet jeśli, to zrobił to tak szybko, że Tom tego nie zarejestrował. Nie był do końca pewny, kiedy został rozebrany, ale widział swoje nagie ciało, mimo tego, że jakby przez mgłę. Gdy zmęczył go zamazany obraz, zamknął oczy i poddał się dłoniom Alexandra, który w końcu zawisł na nim, rozłożonym na pościeli. Wampir objął go jedną ręką, a drugą dotykał jego męskości, całując go głęboko, lecz powoli i bardzo zmysłowo. Tom odpowiadał na jego pocałunki. W końcu objął go ramionami za szyję i podrygiwał biodrami, pragnąc zaznać więcej przyjemności. Po chwili Alexander zostawił jego członka i podparł się dłonią obok głowy czarodzieja. Tom wzdychał i zaczął jeszcze głośniej wzdychać, gdy palce wampira pomasowały jego sutek.
– Uch… Alex, szybciej… – Czuł, że zaraz zaśnie, a naprawdę nie chciał jeszcze odpłynąć. Zsunął dłonie na plecy kochanka i pomasował chłodną skórę. Jego ciało byłoby wybawieniem podczas lata w Alimartis – pomyślał. Alexander przełożył jedną nogę przez biodro blondyna, a Tom odrzucił jedną z rąk na poduszki za sobą. Poruszył mocniej biodrami i znowu otarł się o wampira. Nagle poczuł, że przyjemnie chłodne ciało zniknęło i przestało go dotykać. Otworzył oczy, niezadowolony i dostrzegł, że mężczyzna klęczy między jego rozłożonymi nogami. Zamrugał i odetchnął głębiej, czując nagły przypływ podniecenia.
– Nie śpij, mój piękny. Mam co do ciebie niecne plany – zaśmiał się, po czym w końcu pochylił i wziął męskość Toma do ust.
– Ach! – krzyknął czarodziej i wygiął się, odchylając przy tym głowę do tyłu. Jak wcześniej Alexander był delikatny i wręcz niemrawy w tym, co mu robił, tak teraz nabrał tempa i ssał jego męskość niezwykle namiętnie. Nagle Tom poczuł jego palce przy swoim wejściu i jęknął na samo wyobrażenie rozkoszy, jaka go czekała. – Na Stwórcę! Nie zwlekaj już! – Alexander przesunął językiem wzdłuż jego męskości i wsunął w niego palec. Moment później na powrót go ssał, przy tym rozciągając go i trzymając wolną dłonią za biodro. Tom sięgnął do jego włosów i wsunął w nie palce, na powrót przymykając oczy. Uwielbiał tam czyjeś usta. Chwilę później poczuł w sobie kolejny palec wampira, a wtedy ten zaczął go nimi pieprzyć, wyrywając z ust czarodzieja coraz głośniejsze jęki. Bo Tom właściwie jęczał nieprzerwanie. Albo wydawał się z siebie jakieś inne dźwięki, które świadczyły o jego zadowoleniu z przyjemności. Jakiś czas później mężczyzna wyjął z niego palce i chwycił jego nogi pod kolanami, rozkładając je na boki. Tom uchylił powieki, zerkając na Alexandra spod rzęs. Wyglądał jak lew z tymi swoimi jasnymi, rozburzonymi włosami i dominującą postawą. Tom aż wstrzymał oddech, wpatrując się w niego z napięciem. Nim się spostrzegł, siedział okrakiem na udach Alexandra z twarzą tak blisko jego twarzy, że aż krzyknął, zaskoczony. Mężczyzna złapał go za bok głowy i patrzył na niego rozognionym wzrokiem.
– Tom… – szepnął i wszedł w niego mocno.
– Aaa! – krzyknął czarodziej i ścisnął go za ramiona. Wydawało mu się, że traci władzę nad swoim ciałem. Odchylił głowę do tyłu i zacisnął mięśnie na członku wampira, czując, jak go wypełnia i niemal boleśnie rozciąga. W końcu wyprostował się i spojrzał na Alexandra podnieconym wzrokiem. Ten się nie ruszał, chcąc, by czarodziej miał czas na przyzwyczajenie się. W końcu Tom objął go ramionami za szyję i przytulił się, by moment później poruszyć na próbę biodrami. Jęknął z przyjemności i objął go mocniej. Podobnie zrobił Alexander – przytulił młodzieńca i pocałował go w skroń, czując nasilającą się z każdą chwilą przyjemność. W końcu sam zaczął wypychać biodra, przy tym schodząc ustami po twarzy Thomasa, by dotrzeć do jego warg i całować go równie mocno, jak pieprzył jego tyłek. Czarodziej wsunął palce jednej dłoni we włosy wampira, a drugą przesunął po jego plecach, których łagodne mięśnie rysowały się pod bladą skórą. Oddawał pocałunki mężczyzny, czując jego ciepły i mokry język. Alexander zsunął jedną dłoń na jego pośladek i ścisnął go mocno.
– Tracę zmysły przez ciebie – niemal warknął, zachrypniętym od emocji głosem. Młodzieniec nie odpowiadał przez chwilę. Przesunął rękę na ramię wampira i pogładził je mocno, by zaraz dotknąć jego torsu, potrzeć sztywny, jasny sutek, a na koniec przyłożyć dłoń w miejscu serca, które…
– Twoje… twoje serce nie bije, A-alex – wydusił z przerażeniem Tom, chyba zdając sobie dopiero teraz sprawę, z kim właściwie wylądował w łóżku. Wampir chwycił go mocniej w pasie i rzucił się razem z nim na poduszki, jego kładąc płasko na plecach, a samemu zawisając nad nim nisko. Nadal w nim był, ale przestał się na chwilę ruszać. Zajrzał mu w oczy swoim przerażająco jasnym spojrzeniem, po czym odparł:
– Twoje bije za nas dwóch. – Tom zaśmiał się sztywno, jeszcze nie do końca uspokojony. Poruszył biodrami, zniecierpliwiony, ale nie musiał długo czekać, bo już po chwili Alexander zaczął pieprzyć go jeszcze mocniej, niż wcześniej. Czarodziej jedną rękę odrzucił za siebie, a drugą objął mężczyznę, który wpił się ustami w jego szyję. Tom tylko modlił się w duchu, żeby go nie ugryzł, bo wtedy będzie musiał go odepchnąć, a bardzo tego nie chciał. O ile oczywiście zdoła go z siebie zrzucić w razie takiej potrzeby… Na szczęście nic takiego się nie stało. W końcu Alexander odsunął się od jego skóry i zawisł nad nim, patrząc mu w oczy i doprowadzając go prawie do końca. Tom zaciskał uda na jego biodrach i zamknął oczy, szepcząc ciche:
– Rżnij mnie… Alex… – wydusił ze zmarszczonymi brwiami i członkiem nabrzmiałym od krwi. Chciał już dojść! Ściągnął mężczyznę za szyję do pocałunku i właśnie wtedy doszedł. Krzyknął w jego usta i zacisnął powieki. Oddychał głośno i szybko, czując, że Alexander nadal się w nim porusza. W końcu i on doszedł, głęboko w chłopaku, stękając na koniec. Tom zdążył otworzyć oczy i zobaczyć jak wampir wygląda, dochodząc. A wyglądał… wspaniale. Zaraz też spojrzał na Toma i pogłaskał go po boku twarzy.
– Wszystko w porządku? – zapytał, uśmiechając się bokiem ust. Miał wilgotne usta i dużo bardziej krwiste, niż zwykle. Tom pokiwał głową i wyciągnął się pod nim. Alexander wyszedł z niego i położył się obok. Zapatrzył się w sufit i nawet nie zauważył, kiedy Tom przylgnął do niego, już na wpół śpiący. Objął go i po krótkim namyśle naciągnął na nich kołdrę. To była długa noc i wiedział, że na pewno wiele się wydarzy. Ale ani przez chwilę nie brał pod uwagę opcji, że Tom narobi takiego bałaganu w jego umyśle… i chyba nawet w sercu.